_
          Home       Jak pomóc       Społeczność       Honorowi obywatele Warszawy       Kontakt          
   tu jestes  >> Home   >> Urodzeni w Warszawie   >> Urodzony w Warszawie  
_ Losowe zdjęcie

 

_

Pałac od Piotra_L 2010.04.12

więcej >>

 

 

    _ Urodzony w Warszawie

 

Urodzony Warszawiak to ja - Zdzisław Bielecki.

Jestem rodowitym warszawiakiem. Tu urodziła się też nieżyjąca już moja Mama. Za warszawiaka uznać też można mojego Tatę, bo jego rodzina przeniosła się z Kresów Wschodnich (z Równego) do stolicy, gdy miał trzy lata.

Świat ujrzałem w szpitalu na Solcu, a najmłodsze lata spędziłem na Ochocie, na Słupeckiej pod czwartym, tam gdzie na podwórku stoi kapliczka Matki Boskiej w podzięce za uchronienie domostw w czasie wojny i Powstania Warszawskiego. Na Placu Narutowicza, w kościele pod wezwaniem św. Jakuba, moi rodzice brali ślub, a ja tam też zostałem ochrzczony 26 kwietnia, o czym przypomina pamiątkowy rodzinny srebrny ryngraf z Matką Bożą Ostrobramską. O ryngraf zadbała czcicielka Pani, "co w Ostrej świeci Bramie", moja babcia ze strony mamy - Marysia Bielicka, żona oficera  rodem z Podlasia Władysława Bielickiego, którego złożono do grobu na Powązkach Wojskowych, wprawdzie w 1939 roku, ale nie dopadła go niemiecka czy sowiecka kula, a angina pectoris.

Miejsce pierwszych spacerów (również tych w wózku) to skwer przy ul. Dantyszka, nazywany w tamtych czasach „małpim gajem”. A już dłuższe sobotnio-niedzielne spacery moich rodziców z małym warszawiakiem Zdzisiem wiodły Al. Żwirki i Wigury wśród dziewiczych wówczas pól, co dzisiaj trudno sobie wyobrazić. Z lewej było bezdrzewne Pole Mokotowskie, a dopiero bliżej ulicy Racławickiej ogródki działkowe.

Nasze lokum na Słupeckiej to był tzw. „kołchoz” – w jednym mieszkaniu dwie obce sobie rodziny. Na początku mojej szkolnej edukacji przenieśliśmy się na Wolę, na Górczewską przy Elekcyjnej. Tutaj nasze spacery wiodły na dawne pola znanego przed wojną ogrodnika Urlicha, oczywiście po wojnie przejęte przez państwo. Wówczas, na początku lat 60-tych dominowały parterowe, często drewniane domy i dopiero zaczynał się boom „wielkiej płyty” i nowych osiedli na peryferiach miasta.

Z kolei los, a właściwie rodzice, rzucili mnie na Żoliborz, do bloku, który okrzyczany został „Misterem Warszawy”. Był to 8-piętrowy blok, a  mieszkanie naszej wielopokoleniowej rodziny miało cztery pokoje na 54 metrach, w tym w amfiladzie! To nie była moja Warszawa. Z przyjemnością chodziłem do przedwojennych domów na tzw. Żoliborzu oficerskim w okolicach pl. Inwalidów, a także spacerowałem wśród starych willi na Promyka. Nawet idąc dalej, wzdłuż jeziorka, miło było patrzeć na rudery starej stolicy na przedwojennym Marymoncie. Najlepsze jednak były  wyprawy z psem (owczarkiem) nad Wisłę wśród szuwarów, piachu i śpiewających ptaków. Osobnym przeżyciem były spacery do parku Żeromskiego. Zdewastowanego, opuszczonego wtedy, czterdzieści lat temu, ale tak samo uroczego jak dziś po renowacji.

Dotąd mam sentyment do Żoliborza, chociaż wszystko „za torami”, a więc Żoliborz, Bielany, Młociny, to były dla mnie przedmieścia. Co innego Mokotów, moja ulubiona dzielnica, którą cieszę się i dziś. Może dlatego, że dzielnica ta zachowała najwięcej z przedwojennego charakteru. Najmniej tu wielkiej płyty, najwięcej różnorodnych domów i domków wznoszonych przez sławnych architektów. Pole Mokotowskie, które ma zupełnie przyzwoitą szatę leśną, oraz park przy Królikarni - to oazy zieleni, których każdy Warszawiak potrzebuje. To płuca miasta, które tu i ówdzie toczy rak zabudowy bez gustu i za wszelką cenę, nawet  zdrowia mieszkańców.

I jeszcze przyczynek do tytułu tej notki.

Każdy urodzony w Warszawie powinien być Nieobojętnym Warszawiakiem, a więc wrażliwym na sprawy otoczenia. Ale nie tylko - znam wielu mieszkańców stolicy przybyłych z różnych zakątków Polski, którzy wprawdzie nie urodzeni w Warszawie, są warszawiakami z krwi i kości!  Bo jakże mieszkając w tym mieście, pomimo wielu problemów, kurzu i zgiełku, można nie czuć tej ziemi, nie zachwycać się pięknem stolicy, nie pamiętać jej bohaterskiej historii, nie dzielić udręk i radości mieszkańców?

 

 

 

_ Logowanie
e-mail
hasło
Nie masz konta? Zarejestruj się

 

_ Ostatnio nadesłane teksty

czytaj teksty >>

 

Zdzisław Bijer

Zostały tylko lwy

Pół wieku temu na ul. Puławskiej przy wylocie Rakowieckiej otwarto nowoczesne - na owe czasy - kino pod nazwą \"Moskwa\" Nie wiedzieć czemu orzed kinem ustawiono dwa lwy. Czas minął, kino zburz...

czytaj caly tekst >>

 

_ Nasi Partnerzy

 

finka

 

 

nieobojetni.pl